aktualności    


:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
Satyra na bezpieczeństwo
#
artykuł - zagle.onet.pl
Autor: Małgorzata Czarnomska "Jachting"

Ratowanie życia na morzu to zagadnienie, z którym większość ludzi po nim pływających spotkała się nie raz, jednak były to prawdopodobnie (i na szczęście) spotkania czysto teoretyczne. Teoretycznie więc żeglarze morscy (a przynajmniej ci z patentami) nie powinni mieć problemu z praktycznym zastosowaniem posiadanej wiedzy. I tu nasuwa się pytanie: dlaczego, wobec powyższego, w orzeczeniach Izb Morskich aż roi się od stwierdzeń typu „nieodpowiednie" bądź „niewystarczające użycie dostępnych środków ratunkowych"?

W odpowiedzi na nie musimy pochylić głowy i uderzyć się w pierś, stwierdzając bolesną prawdę - wielu z nas, w szczególności młodszych stażem, nie przywiązuje wystarczającej wagi ani do wiedzy z dziedziny szeroko pojętego ratownictwa, ani do starannego zabezpieczenia ratowniczego jednostki. Stąd obrazki z życia codziennego, które już nie zaskakują, a powinny mrozić krew w żyłach, takie jak koła ratunkowe przywiązane krawatami do relingów „żeby fala ich nie zmyła", kapsuła tratwy ratunkowej owiązana liną i przytwierdzona za jej pomocą do pokładu „żeby na pewno nie wypadła za burtę przy przechyle", pasy ratunkowe zamknięte w szafce zabezpieczonej kluczykiem „żeby się nie walały luzem" czy pirotechnika zakopana gdzieś na dnie bakisty pod siedzeniem nawigatora. Wymienione sytuacje, choć nieprawdopodobne, widziałam na własne oczy.

Inne kwiatki z tej serii mogą być dość prozaiczne, jak choćby nagminnie pojawiające się defekty pasów asekuracyjnych w postaci „nieodskakujących" karabińczyków. Nie wolno zapomnieć o takim sprzęcie jak pompy zęzowe czy rumpel awaryjny. Sprawdzenie sprawności tych pierwszych nierzadko ogranicza się do wykonania kilku ruchów handszpakiem, często przy suchej zęzie, a rumpel, jeżeli w ogóle jest, to najczęściej bardzo dobrze schowany.

To samo dotyczy wyposażenia bardziej zaawansowanego technicznie, co najlepiej obrazuje przykład funkcji wzywania pomocy DISTRESS na DSC. W sytuacji, gdy decydujemy się nacisnąć ten przycisk, z założenia nie ma czasu na wklepanie dokładnej pozycji statku będącego w niebezpieczeństwie, co czyni samo użycie DSC bezcelowym. Nie zmienia to jednak faktu, że wcześniejsze sprzężenie DSC z GPS w mniemaniu niektórych armatorów to zbędny luksus i niepotrzebny trud. Podobnie sprawa ma się z regularnym uzupełnianiem wyposażenia wspomnianych już wcześniej pasów ratunkowych (choćby w nowe pasy taśmy odblaskowej, nie wspominając już o gwizdkach i trokach) czy kół ratunkowych. Niedbałość w zakresie tych ostatnich jest szczególnie rażąca. Ile razy przejmując jacht, dowiadujemy się, że w pławce świetlnej wykręcono częściowo żarówkę, by zapobiec jej zużyciu przy przypadkowych uruchomieniach. Ile razy widzieliśmy rzutkę przy kole pięknie zbuchtowaną i zabezpieczoną przez rozplątaniem lub, co gorsza, przy kole nieobecną, bo schowaną gdzieś na jachcie. A przecież to o to właśnie chodzi, żeby pławka zaświeciła się, a rzutka rozplątała, i to w chwili najmniej oczekiwanej.

Wyobraźmy sobie sytuację abstrakcyjną. Płynąc jachtem Ignorancja w nocy, nagle wypada nam człowiek (karabińczyk przy szelkach się nie zatrzasnął). Chcemy rzucić koła, ale te trzymają się dzielnie na krawatach. Załóżmy, że krawaty uda się rozsupłać lub przeciąć i koła lądują za burtą. Niewiele to daje, bo jedno pędzi za jachtem na zbuchtowanej rzutce, a drugiego nie widzimy, bo jest przy nim skutecznie zabezpieczona przed świeceniem pławka. Chcemy oświetlić akwen rakietą spadochronową, ale ta nagle przepadła w czeluściach bakisty. Człowiek, nawet jeśli cudem dotarł do koła, jest niewidoczny. Oczywiście możemy wykonać odpowiedni manewr i skorzystać z funkcji MOB na GPS, jeżeli taką posiadamy, jednak ciągnięty pod wodę przez przesiąknięte ubranie człowiek może się nas nie doczekać.

Inna wizja abstrakcyjna: tym razem jacht nazywa się s/y Arogancja i płynie po akwenie o zróżnicowanych głębokościach. Następuje awaria sterociągów, rozpoczyna się nerwowe poszukiwanie rumpla. Zepchnięty na mieliznę jacht zaczyna brać wodę. Poszukiwania rumpla trwają. Pompy zęzowe ujawniają zakamuflowane bezczynnością wady i odmawiają posłuszeństwa. Rozpoczynają się poszukiwania rakiet, za to poszukiwania rumpla zostają zaniechane. Poziom wody wzrasta, pada decyzja o założeniu pasów ratunkowych i zwodowaniu tratwy. Tratwa mocno trzyma się pokładu, bo zabezpieczono ją przed zwolnieniem. Naciśnięto przycisk DISTRESS i w tym momencie wszystkie okoliczne jednostki dowiadują się, że toniemy i tylko tyle, bo DSC nie podał naszej pozycji. Wzywamy pomoc ukaefką, ale załogi i tak nie udaje się odnaleźć, bo ręcznie i prowizorycznie uzdatniane na potrzeby inspekcji pasy ratunkowe nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością.

Zwracam uwagę na sposób myślenia absolutnie nieracjonalny, wynikający nie tyle z braku wiedzy, ale z braku wyobraźni i logicznego myślenia oraz nieprzestrzegania zasad dobrej praktyki morskiej, a niebezpieczny przez to, że powszechny. Upowszechnienie to idealnie współgra z polską mentalnością („jak inni mogą, to ja też, a poza tym mi się nic nie stanie, wypadki przydarzają się tylko innym"). Inna kwestia to resztki podejścia pseudoformalistycznego - sprzęt na jachcie jest, więc jest OK. Co z tego, że niezdatny do użytku. Inną sprawą jest aspekt finansowy, bo do tego problem się po części sprowadza. Maniakalnie wręcz chce się ochronić kosztowny sprzęt przed przypadkowym zniszczeniem. Oszczędza się na przeglądach, remoncie, częściach, renowacji, a ceną za to jest rosnące ryzyko, i to niebagatelne, bo dotyczące ludzkiego bezpieczeństwa.

Powodem tej sytuacji może być oczywiście brak doświadczenia, ale moim zdaniem bliższy prawdy jest brak wyobraźni i arogancka ignorancja. Przekłada się to na zbytnie zaufanie do osiągnięć techniki oraz własnej nieomylności.

Spychana w kąt stara dobra praktyka morska nieśmiało wysuwa dawne prawdy o zasadzie ograniczonego zaufania, również do samego siebie. Ile razy, nawet w żartach, pojawia się maksyma „jeśli jesteś pewien, to sprawdź jeszcze raz". Morze rzadko wybacza błędy, natomiast nigdy nie wybacza zuchwałości. Po co więc je prowokować?

Kodeks Morski w Art. 57 w ramach obowiązków kapitana wymienia obowiązek dbałości o wyposażenie w środki zapewniające bezpieczeństwo jachtu i załogi. Może warto zapamiętać, że koła ratunkowe supełkami chronione przed zaborczą falą nie uratują życia. Być może naszego...

[złowił w sieci BANIAK]
03 02 2008 - ip.

 
 

Natasza Caban

Zobaczyć Morze

guestbook DZIENNIK POKŁADOWY

chomik HORN Chomik HORN

KM HORN - FACEBOOKFACEBOOK

KM HORN - subskrybujGoogle Groups

 


 
FreeTibet ratujtybet.org
 
Katalog Gwiazdor
HORN © 2006      webmaster: ip.    |lista dyskusyjna |księga gości |kontakt|