Po BERLINIE - barką

Sobota
Odbieramy barkę w Szczecinie na Dąbiu, marina Hotele. Popłynęliśmy na nocleg do Pałacu Młodzieży - przytulić się longside do znajomego jachtu Dryf, na którym kiedyś przeżyliśmy wiele przygód pod żaglami.

Niedziela
Wieczorem oglądamy fajerwerki z okazji zakończenia Tall Ship Race w Szczecinie, a rano płyniemy obejrzeć z wody wielkie żaglowce.

Każdy z nich wygląda pięknie, a wszystkie razem robią imponujące wrażenie. Między "tall-shipami" z całego świata fajnie znowu zobaczyć Dar Młodzieży,

Fryderyka Chopina, Zawiszę Czarnego i Kapitana Borhardta, na których pływaliśmy i przymierzyć się do następnych - Zaruskiego i Głowackiego. Jachtów jest jeszcze więcej, cumują w tratwach po kilka. Elektryka coś tknęło, żeby przytulić się do Gedanii,

a że dobrym ludziom zdarzają się dobre rzeczy - przyjął nas i ugościł Marcin. Wobec ogromnych tłumów zwiedzających z brzegu, wystarczyłoby nam oglądanie z wody. Nie mamy jednak niemieckiej bandery i "lecim" do sklepu żeglarskiego.
Koniec atrakcji szczecińskich, zaczynamy rejs na Berlin Regalicą (Odrą Wschodnią).

Jako locję wykorzystujemy wydruk pliku kilometraz_Odry_od_ujscia_Nysy_Luzyckiej_do_jez_Dabie.pdf, pamiętając, że opisuje Odrę z prądem, a my płyniemy w przeciwnym kierunku.
Na spokojnej wodzie płynęliśmy 10km/h wg GPS. Pod prąd na Odrze zwalniamy do 6-7km/h. Elektryk robi doświadczenia z kulką papieru wyrzuconą koło boi i stoperem - prąd dochodzi do 4 km/h. Nie dajemy się wkręcić w przyspieszanie. Łódź ma prędkość ograniczoną do 12km/h, zwiększanie obrotów spowoduje tylko większe zużycie paliwa. Pomimo optymalnej prędkości i tak zużyliśmy 45l paliwa na ten kawałek.
Kto ma ochotę sterować może to ćwiczyć na Odrze. Po niemieckiej stronie powinien prowadzić tylko skiper, jako jedyny posiadający patent motorowodny, wymagany w Niemczech.
Na rufie po prawej niesiemy polską banderę, z lewej strony "śtycy" na światło zawiesiliśmy proporzec naszego www.klubhorn.pl. A po wejściu na graniczny odcinek rzeki, po prawej dokładamy banderkę niemiecką, czarnym do góry, żeby nie prowokować gospodarzy - jak to się nam zdarzyło na Dryfie, jak jeden zawiązał a drugi wciągnął - czarnym do dołu ;)
20 min. przed zachodem słońca wreszcie wyczekiwane Hohensaaten-Ost. Zatrzymujemy się przed śluzą przy dalbie na czterech szpringach i czterech odbijaczach na miejscu oczekiwania dla łodzi sportowych oznaczonym chyba Spotrboot Wartenplatz.

Lepszym rozwiązaniem byłoby podpłynięcie bliżej śluzy na specjalne miejsce cumowania dla małych jachtów za rzędem dalb. Przez radio uzgadniamy z obsługą śluzy pozostanie na noc, niestety dla nas, mówią tylko po niemiecku, ale dajemy radę się dogadać.

Poniedziałek
Przechodzimy na wydruk locji z pliku locja_Kostrzyn_Datteln.pdf (© Grzegorz Raciborski "Moj Fram"). Kto rano wstaje, ten ma farta. Śluzę i podnośnię Niederfinow bierzemy z marszu. W śluzie opadamy o około 1,5m i płyniemy w stronę podnośni.

Lewą burtą mijamy marinę Oderberg.

Podnośnia Niederfinow to największa atrakcja tego rejsu dla skipera :) Z daleka widać wielką szarą konstrukcję. Obok powstaje drugi taki obiekt.

Wpływamy do windy razem z barką i czterema żaglówkami.

Wjeżdżamy tak wysoko, że oglądamy krajobraz dużo ponad drzewami.

Płyniemy Havel-Oder Wasserstrase. Niektóre mosty są niskie i porysowane od spodu, ale my jakośnie zahaczamy ;) Woda w kanale czysta, ludzie kąpią się i czasami pływają w poprzek!
Na spokojnej wodzie płyniemy z prędkością 9km/h, zaoszczędzimy paliwa, zabraliśmy 140l plus 20l zapasu.
Brzegi kanału w zieleni.

Mijamy miejsca postojowe dla barek, przystań klubu wodnego,

port jachtowy i miejsca cumowania dla jachtów (opis z locji 37,0km - LB nie OK, ale 35,5km - LB ok). Oprócz ogólnych znaków, wszystko co oznaczone napisem Sport albo Sportboot szczególnie nas dotyczy.
Gładko przechodzimy śluzę Lehnitz.

Na śluzach nie spotkaliśmy innych świateł niż dwa białe, dwa zielone lub dwa czerwone w poziomie. Za dwa białe można wpłynąć na miejsce oczekiwania dla łodzi sportowych. Przy śluzie podwójnej jedno z dwóch białych świateł może mrugać, wskazuje ono która śluza nas zaprosi. Przed śluzami są wyznaczone miejsca oczekiwania oznaczone Sport lub Sport Wartestelle lub Sport Liegestelle, często z niezależną sygnalizacją świetlną, specjalnie dla łodzi turystycznych. Barki mają zawsze pierwszeństwo.

Przystań opisana w locji na 26,2km to aktualnie trzy porty, które wyglądają zupełnie przyzwoicie. Całkiem spora przystań na 18,4km też wygląda ok, z wody widać, że mają stację paliwową.
Przed skręcającym w prawo Havel-Oder Kanal przechodzimy z locji na mapę Berlina. Mamy bardzo dobry plan miasta Berlin mit Kleinmachnow und Schoneiche ADAC StadtPlan 1:25000 (w 2013 do kupienia w Empiku), obejmuje wszystkie interesujące nas drogi wodne na terenie miasta i okolic. Płyniemy na południe, NIE skręcając w Havel-Oder Kanal po prawej burcie.

Mamy przed sobą Spandau. W mieście mijamy lewą burtą nabrzeże do parkowania na 24h.

Tuż za mostem Eiswerderbruecke a przed Cytadelą jest po prawej stronie wygodny port miejski Altstadthafen Berlin-Spandau, ale nie możemy tam opróżnić toalety chemicznej. Płyniemy Hawelą do mariny Lanke, gdzie mają taką możliwość. Znaczy dalej przez śluzę Spandau,

lewą burtą mijamy odejście Szprewy do Berlina, przed mostem Charlottenbruecke po lewej miejsce do cumowania na 24h. Dalej po prawej, przed mostem Schulenburgbruecke podobne na 72h. Za Pichelsdorf po wylocie na szeroką wodę na zachód na prawo widać kilka marin, na południe od Scharfe Lanke odnajdujemy marinę Lanke

marina-lanke.de i zostajemy tam na noc. Nocleg 26 euro, w tym woda prąd, wc, prysznic, zrzut toalety chemicznej. Jest też bistro. Zostaniemy tu na dwie doby.

Wtorek
Postanowiliśmy zwiedzić Berlin pieszo, drugi dzień zostawiając na triumfalne przepłynięcie przez miasto, ponieważ mieliśmy informację, że nie można tam nocować. Okazało się to nieprawdą, znaleźliśmy miejsce do cumowania na 24h, tyle, że niezbyt malownicze - za to w samym centrum!
Z Hafenburo bierzemy mapkę jak dostać się do przystanku Zur Hafendune. Autobus 134 zawozi nas do Spandau Rathaus, gdzie przesiadamy się na S-bahn S5 do Alexanderplatz. Bilet kupujemy u kierowcy autobusu na cały dzień dla małej grupy do 5 osób: Kleinegruppe AB - 16,2 euro. Gdybyśmy mieli ochotę jechać do Poczdamu, trzeba by kupić bilet ABC, niewiele droższy.
Każdy zwiedza, co lubi, my mamy jednodniowy niezbyt napięty plan i nie wchodzimy do galerii i muzeów, delektujemy się jedynie atmosferą miasta.
Korzystamy z przewodnika National Geografic Berlin z serii Wakacje w wielkim mieście. Zaczynamy od czerwonego Berlina: Alexanderplatz, wieża telewizyjna

i fontanna Neptuna z chłodnym prysznicem i moczeniem nóg wzorem tubylców.

Idziemy wzdłuż Karl Liebknecht Strasse do Unter der Linden, mijając po drodze Marx Engels Forum.
Prawie cała Aleja pod Lipami rozkopana, chyba budują nową nitkę metra, jakby do tej pory mieli mało - transport miejski, w tym metro, rozwiązane mistrzowsko. Mijamy Berliner Dom na Wyspie Muzeów, Uniwersytet Humboldta, pomnik Fryderyka Wielkiego.

Obok ambasad i dzielnicy rządowej zbliżamy się do Pariser Platz i Bramy Brandenburskiej.

Za bramą rozciąga się park Tiergarten, odpoczniemy tam za chwilę. Jeszcze tylko spacer wśród szarych bloków pomnika Pomordowanych Żydów Europejskich.

Na razie wystarczy tego łażenia ;) czas na piknik w cieniu Tiergarten, gdzie trawniki są dla ludzi, a nie tylko do oglądania.

Czas na nowoczesny Berlin: zaglądamy do Sony Center

i znów przystanek przy fontannie.

Na Potsdamer Platz oglądamy pozostałości muru berlińskiego

a potem przeskakujemy metrem, czyli U-bahn do Checkpoint Charlie,

skąd Wilhelmstrasse

wśród budynków starej i nowej dzielnicy rządowej i ambasad

zaprowadzi nas do Reichstagu.
Wiedząc, kiedy będziemy w Berlinie, zarejestrowaliśmy naszą małą grupę na stronie https://visite.bundestag.de/BAPWeb/pages/createBookingRequest.jsf?lang=en (jest wersja niemiecka, angielska i francuska) do zwiedzania kopuły Reichstagu.

Wstęp jest bezpłatny, ale wcześniejsza rejestracja, wylegitymowanie się i przejście kontroli konieczne, oba kieleckie scyzoryki zostały w depozycie :) Warto wziąć przewodniki audio - wchodząc na szczyt kopuły

posłuchamy po polsku o mieście, mijanych widokach

i parlamencie. Po wyjściu chwila odpoczynku w parku z widokiem na budynek Reichstagu i wracamy U-bahnem, S-bahnem i autobusem do mariny. Jutro zdobywamy Berlin z wody.

Środa
W nocy była burza, a poranek zamglony. Nie spieszymy się więc. Płyniemy do Spandau i przed śluzą odbijamy w prawo na Szprewę. Pierwszy odcinek prowadzi przez tereny wyraźnie przemysłowe, biorąc pod uwagę cztery szczury pływające brzuchami do góry.
Czas na największą atrakcję rejsu: Berlin z wody. Naprawdę warto tu przypłynąć i zobaczyć to miasto z innej perspektywy.
Po minięciu śluzy Charlottenburg

na prawej burcie otwiera się widok na zielony park. Za mostem po prawej stronie przystanek statków wycieczkowych, a za nim miejsce do cumowania 24h dla nas - Sport.

Przystajemy na spacer po Schlossgarten Charlottenburg. Zaliczamy kolejną fontannę, tym razem bez moczenia nóg.

Im dalej w głąb Berlina tym piękniej. Budynki mieszkalne i biurowe nie odwracają się od rzeki,

przeciwnie, wykorzystują bliskość wody, każdy ze świetnie zagospodarowanym nabrzeżem. Różnorodna architektura, stare i nowoczesne mosty, wszystko to układa się w malowniczy obraz interesującego miasta.

Za Charlottenburgiem minęliśmy jeszcze cztery miejsca postojowe 24h, z których ostatnie między Reichstagiem a Fridrichstrassebanhof jest czynne IV-X. Gdybyśmy wiedzieli o tym wcześniej, być może wypłynęlibyśmy z mariny wczoraj skoro świt i zwiedzali miasto stąd, a tak zatrzymaliśmy się tylko na obiad.
Po drodze mijamy tablicę zezwalającą na płynięcie dalej tylko jednostkom o mocy silnika powyżej 3,85kW czyli 6KM - barka ma oczywiście większą moc, więc to nie problem. Drugim ograniczeniem jest konieczność posiadania radia w godzinach 9-19 na określonym odcinku Szprewy (zdaje się, że chodzi o dzielnicę rządową) - radio VHF morskie, po niemiecku UKW. Radio mamy swoje, i nie wyobrażamy sobie płynięcia w tą trasę bez niego. W Berlinie jest wymagane, a na śluzach przydatne. Formalnie Elektryk ma przenośne radio morskie zarejestrowane na siebie i uprawnienia SRC. Oczywiście przez całą drogę zwracamy uwagę na znaki mówiące o obowiązkowym nasłuchu na określonych kanałach. W dzielnicy rządowej zgodnie ze znakiem dopełniamy obowiązku zameldowania się na wskazanym kanale UKW.
Ruch statków wycieczkowych jest naprawdę duży, trzeba uważać zwłaszcza przy przepływaniu pod licznymi mostami, których jest więcej niż w Wenecji.
Mijamy zieloną plamę Tiergarten, masywny szklany Hauptbanhof, nowoczesne budynki rządowe,

nagle wyrasta nad nami Reichstag ze szklaną kopułą, a dalej po prawej miga wieża telewizyjna. Wyspę Muzeów i Berliner Dom bierzemy prawą burtą, nie da się jej opłynąć dookoła.

Przy końcu wyspy przechodzimy przez śluzę Muehlendamm.
I już Mitte

(centrum Berlina) zostaje za rufą. Znów mijamy wieżę telewizyjną, tym razem z lewej burty. Na obydwu brzegach rozgościły się jakieś kolorowe hipisopodobne komuny.

Szprewa na razie przestała meandrować, przed nami długi, prosty i szeroki kawałek rzeki. Po obu stronach nowoczesna architektura.

W pobliżu najładniejszego mostu Berlina Oberbaumbruecke

widoczny z daleka Molecule Man.

Dalej otwierają się zielone tereny piknikowe Treptower Park i Spreepark. Wielkomiejskie budowle ustępują niższej zabudowie. Zbliżamy się do Kopenick Altstadt, za którym po prawej mijamy wylot Teltowkanal. Od tej pory oprócz mapy mamy również wydruk locja_Datteln_Kostrzyn.pdf (© Grzegorz Raciborski "Moj Fram"), która doprowadzi nas do Kostrzyna nad Odrą. Wpływamy na wody Langer See, pojawiają się żaglówki i liczne kajaki. Po prawej burcie przez 2km ciągnie się tor kajakowy.

Zaczynamy szukać noclegu i ostatecznie zatrzymujemy się na prawym brzegu w Karolinenhof w marinie Wassersport Vereign 1921: wc, prysznic, woda i prąd, nocleg 12euro, bistro. Znowu burza w nocy.

Czwartek
Rano mijamy Schmokwitz i na prawym brzegu wśród zieleni odnajdujemy wejście do Oder Spree Kanal.
Płyniemy zgodnie z locją, przechodzimy śluzy Wernsdorf, Fuerstenwalde i Kersdorf.

Kanał jest długi, zielony, nic się nie dzieje :)

Opalanie się i spanie na zmianę.
Nocujemy na parkingu przy śluzie Eisenhuettestadt.

Pomost opisany w locji jest nieoznaczony jako Sport, poza tym pomoście parkuje policja, ale jest dużo miejsca do cumowania oznaczonego znakiem "P" na niebieskim tle. Cisza i spokój, czasem ktoś na rowerze przejedzie, śluza zamknięta do 8 rano.

Piątek
Prześluzowaliśmy się z samego rana przez największego kolosa na naszej drodze. W tej dziurze wodnej zmieściłyby się chyba dwie lokomotywy jedna na drugiej.

Wygodnie jest stanąć przy żółtym polerze pływającym - obniży się razem z nami.

W locji jest błąd: powinno być zu tal, czyli w dół. My zgłaszaliśmy na radiu zu berg i być może to był powód, dla którego pierwszy raz czekaliśmy na otwarcie śluzy. Wszystkie poprzednie przeszliśmy z marszu - dobrym ludziom zdarzają się dobre rzeczy :)
Kilkaset metrów dalej po lewej marina Eisenhuettestadt. Jeszcze tylko dwukrotny obowiązek zameldowania po polsku i niemiecku na kanale 10 jaki statek, skąd i dokąd. Za niecałe 3km jesteśmy na Odrze i z prądem w lewo. Bez dotykania manetki przyspieszamy z 8 do 12km/h. Znaki brzegowe są opisane w locji, wg której płyniemy.
Mijamy malowniczy Frankfurt nad Odrą.

Jeszcze kawałek i po prawej pojawiają się ceglane umocnienia fortu.

Skręcamy w Wartę i za dwoma mostami kolejowymi, a przed trzecim drogowym odkrywamy po prawej burcie marinę w Kostrzynie nad Odrą, nasz ostatni nocleg.

Cena w porównaniu z Niemcami jakaś niska taka...

Sobota
Zdajemy łódkę. Koniec naszej berlińskiej odysei.
Ende ;)

Trochę podsumowania
Mieliśmy też wydruki map ściągniętych z inetu ale nie były konieczne.
Pływamy od lat pod żaglami - barka była ciekawym urozmaiceniem i szczerze polecamy. Tylko trzeba wziąć pod uwagę, że to inne pływanie - spokojniejsze, bardziej rodzinne (nie ma choroby morskiej ;) aczkolwiek na długich przelotach niewiele się dzieje...
Łódź nas nie zawiodła, wyposażenie typu radio z CD, toaleta, bieżąca woda, lodówka - wszystko jest na miejscu :) Zbiornik wody duży, aczkolwiek do picia lepiej zabrać PET-y 5-litrowe - nie każdemu pasuje woda która jakiś czas leżakuje no i jest "kranówą".
Warto pamiętać, że w Niemczech za każdą puszkę i butelkę, również plastikową jest kaucja, która przy wodzie czasem przekracza cenę zawartości!
A na przyszły rok - może popłyniemy na Wielką Pętlę Wielkopolski, jak nas nie pogna gdzieś za koło polarne, kto wie :)))