Rejs "Pantai'em" na trasie Górki Zachodnie - Karlskrone - Bornholm - Świnoujście, czyli… szlakiem polskich portów bałtyckich.

Górki Zachodnie, 20 lipca 2013r. - po wyczerpującej podróży Polskimi Kolejami Państwowymi pierwsza część załogi "Pantai'a" z kapitanem na czele (Franek) dotarła do Górek Zachodnich i rozpoczęły się przygotowania do wypłynięcia w szczegółowo opracowany rejs do Szwecji i w okoliczne urokliwe miejsca.

Górki Zachodnie witają radośnie dzielnych żeglarzy

Zadziała czy nie zadziała?....nie zadziała...

Po wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności Franek, Edzia i Zośka wyruszyli do Władysławowa. Początkowo wiatr sprzyjał, ale pod koniec etapu, jak to w okolicach Rozewia bywa, zamarł, by niespodziewanie zmienić się na niekorzystny.

Państwo się nie martwią…będzie dobrze…

Zośko, co tam znowu kombinujesz?

Jednak nikt się nie poddawał i po ładnych kilku godzinach pierwszy cel (Władysławowo) został osiągnięty.

Władysławowo, 21 lipca 2013r. - tu wypadał pierwszy dłuższy postój, który przeznaczony został na wakacyjne uciechy (plażowanie, zakupy pamiątek i gadżetów), na udzielanie niezbędnej pomocy medycznej Zośce, ponieważ została kontuzjowana, kiedy nieuważnie luzował genuę. Był to również czas oczekiwania na pozostałą część załogi.

Port we Władysławowie. Zocha, Franek i Pantai w oczekiwaniu na pozostałą część załogi.

Milion, milion ałych roz…

We wtorek przed wieczorem dotarł wreszcie Krzysiek z kolejną Edytą. Integracja trwała długo, gdyż okraszona została niezliczoną liczbą szant i niezapomnianym "Milionem ałych roz".

Wyjście z Władysławowa wobec naturalnej potrzeby odespania nocnych harców nastąpiło około południa i rozpoczęło się pierwsze podejście do zdobycia Karlskrony. Niestety znów niesprzyjający wiatr (a właściwie jego brak) zmusił kapitana do podjęcia męskiej decyzji, aby póki co odpuścić Szwecję i przybić do Łeby.

Gdzieś w drodze do Szwecji: Sternik, tak trzymać! Załoga, przygotować się do abordażu! Będziem łupić!

Łeba, 25 lipca 2013r. - port został osiągnięty po 22 godzinach morderczego, ze względu na prawie całkowity brak wiatru, rejsu. Odpoczynek znacznie umiliła klimatyczna i funkcjonalnie rozplanowana marina, dziewczyny nawet zdecydowały się na usługę prania w pralce! Życie portowe w Łebie było bogate (fantastyczny koncert szant, imieniny Krzysztofa, ryby wędzone, nocne granie na plaży), dlatego też na następny dzień kapitan nie planował wychodzenia z portu. Zamiast pływania odbywały się lądowe zajęcia w podgrupach, bardziej zmęczeni postanowili dłużej pospać, Edyta z Zośką wypożyczyły rowery i w ramach pierwszej ekspedycji zwiadowczej pojechały na ruchome wydmy.

Zmęczone cyklistki Edyta i Zośka w Słowińskim Parku Narodowym

Przyjechały z zagadką dla pozostałych (chodziło o odszukanie w okolicach wydm dwóch pojawiających się tam wyrazów, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę). Z tym zadaniem przyszło się zmierzyć drugiej ekspedycji w celu zauroczenia się wydmami, Edzia i Franek odbyli wyprawę, ale zagadki nie odgadli (piaskownica i wydmuchrzyca - nazwy popularnych traw).

Wyyyyy…dmuuuu…chrzrzrzrzrzrzrzrz….yyyca

Aby w pełni wykorzystać wypożyczone rowery, tego dnia wyruszyła z mariny jeszcze trzecia ekspedycja, Edyta i Krzysiek pojechali do zieleniaka po owoce. Wyjście z Łeby odbyło się w romantycznych okolicznościach ciepłej i gwiaździstej nocy o 1.50.

Darłowo, 26 lipca 2013r. - główki portu zaprosiły do wejścia po 18 godzinach spokojnego rejsu, jednak od razu pojawiła się przeszkoda, która jednak w efekcie okazała się okolicznością sprzyjającą. Chodzi o otwierający się co godzinę most. Czas oczekiwania na zacumowanie w nowiutkiej i przyjaznej marinie wykorzystany został na zawarcie owocnych znajomości z tzw. "Grupą Lotos", co pozwoliło miło spędzić większą część nocy w Darłowie.

Port Darłowo. Załoga Pantai'a z żeglarzami Grupy Lotos w czasie wieczorka integracyjnego.

Ale po kolei. Tuż po przybiciu do kei miejskiej, załoga sprawnie przygotowała oraz spożyła zasłużoną kolację i szykowała się do zajęć pokładowych (każdy miał zamiar pokładać się w kojach), kiedy nagle podpłynął "Eryk", czyli żaglowiec wycieczkowy i zmusił kapitana do podjęcia szybkiej akcji przycumowania do mariny. Kolejny dzień był pełen atrakcji i zaskoczeń: miejska keja okazała się targowiskiem świeżych i wędzonych ryb (wielkie dzięki dla "Eryka" za to, że "przeprosił" "Pantai'a" z kei miejskiej), odbyła się wizyta u latarnika oraz w kinie 5D, potem było plażowanie, a potem to już tylko gitara do 1:30.

Rekonwalescentka Zosia na szczycie Latarni w Darłowie. W tle główki portu.

Kołobrzeg, 28 lipca 2013r. - jako, że myśl o Szwecji czy też Bornholmie została porzucona niezauważenie, acz jednomyślnie, po wielu godzinach żeglowania "Pantai" przywiódł swoją zmęczoną i zmoczoną deszczem załogę do Kołobrzegu. Port za to przywitał załogę przyjaźnie około godziny 23.30.

Wejście do portu w Kołobrzegu, na który z Latarni spoglądała Zośka

Główne atrakcje tego etapu to posiłki: na łajbie miał miejsce obiad z dwóch dań z deserem, oto zestaw w zaserwowanej kolejności: chleb z serem żółtym (II danie) i dżemem truskawkowym (deser) poprawiony barszczem czerwonym (I danie). Natomiast w porcie znów rozpadał się deszcz, zatem gitara rozbrzmiewała pod pokładem i rozbrzmiewała tak długo, aż wszyscy zgłodnieli.

A tu pada… ciągle pada… A ja chodzę w strugach wody, ale z czołem podniesionym,
Żadna siła mnie nie zmusza i nie goni, idę niby zwiastun burzy z kwiatkiem w dłoni, o tak…

Kiedy o 3.30 brakowało 2 minut do zaserwowania gorącej zupy pomidorowej z makaronem, doszło do dramatycznego wylania się całego garnka szlachetnej strawy. Tylko zaprezentowana już determinacja dziewczyn spowodowała, że około 4.00 podano zupę ugotowaną po raz drugi. Kolejny dzień upłynął na poznawaniu Kołobrzegu, choć najbardziej poznana została pizzeria na Rynku z dobrym piwem i sklep "Biedronka" w celu uzupełnienia zapasów wszelkich.

Świnoujście, 1 sierpnia 2013r. - ostatni etap rejsu był najdłuższy (29 godzin) i najtrudniejszy (ulewa, silny wiatr, stan morza około 4). W tych okolicznościach najlepiej radził sobie "Pantai", dzielnie i radośnie rozpruwał wzburzone fale nie zważając, jakie spustoszenie czyni pod pokładem, pokonując kolejne mile morskie zdawał się śpiewać za poetą: "Lekko mi! rzeźwo! lubo! wiem, co to być ptakiem".

Kurs 235o, prędkość 5.2 węzły (…dokąd pędzisz…szalony!)

Potęgę żywiołu można było poznać, kiedy nagle fał od grota został wciągnięty w maszt. Na szczęście, jak mówi piosenka: "Z naszym kapitanem nie ma co się martwić nic". Franek pomyślał, pokombinował, wykorzystał topenantę i przy jej pomocy zabezpieczył grota. Ten pełen przygód etap rejsu zawierał również gotowanie kolacji w powietrzu przez Edzię i Krzyśka, budzenie samotnego żeglarza przez radio, przepiękny wschód rogalika księżyca i zapierające dech w piersiach wejście do ogromnego portu w Świnoujściu.

I mała nutka romantyzmu bez, której żaden udany rejs obejść się nie może: … Smutno mi, Boże!- dla mnie na zachodzie rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowej wodzie gwiazdę ognistą. Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze, Smutno mi, Boże!... zawsze jakoś tak smutno na koniec… do następnego razu zatem dzielna załogo!I mała nutka romantyzmu bez, której żaden udany rejs obejść się nie może: … Smutno mi, Boże!- dla mnie na zachodzie rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowej wodzie gwiazdę ognistą. Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze, Smutno mi, Boże!... zawsze jakoś tak smutno na koniec… do następnego razu zatem dzielna załogo!

Cel podróży został osiągnięty w piękne i słoneczne popołudnie, nagrodą była możliwość obserwowania żaglowców, które tego dnia przepływały w drodze do Szczecina na finał "The Tall Ship Races 2013".

Zawisza Czarny w drodze na "The Tall Ship Races 2013"

"The Tall Ship Races 2013"

Ostatni dzień został poświęcony plażowaniu, klarowaniu łodzi, poczyniono też pewne plany w celu dotarcia na Bornholm w przyszłym roku, może wiatry będą bardziej sprzyjające. Póki co polskie porty bałtyckie okazały się warte odwiedzenia, przyjazne i funkcjonalnie zorganizowane.

  Dat starała się pilnować - Edyta
Fotografiami okrasiła - Zośka
Nad rzetelnością relacji czuwał - Franek
Ostatecznego szlifu nadała - Edzia
Duchowo wspierał - Krzysiek